środa, 29 lutego 2012

Wstyd

Obejrzałem "Wstyd" Steva McQueena bez żadnego przygotowania, bez żadnych oczekiwań. Idąc na seans przeczytałem tylko, że niby ma to być film "badający naturę seksu, bliskości i związków we współczesnym świecie.".
Czyli dramat psychologiczno-społeczny z erotyką w tle. 
Miał być...
Może nie miał być...
Albo wszyscy widzą w nim coś, czego ja nie zauważam?
A może to krytyka zachłysnęła się jakąś pierwszą opinią i potem już wszyscy pisali o tym filmie tylko te same konstrukty zdaniowe?

Przez ponad półtorej godziny podróżujemy przez codzienność uzależnionego od seksu faceta, który (chyba) nieustannym ryćkaniem próbuje zagłuszyć wyrzuty sumienia. Albo po prostu lubi ten sport. W międzyczasie pojawia się jego siostra. Jakby nieco upośledzona, przynajmniej emocjonalnie...

niedziela, 26 lutego 2012

Żelazna Dama

Idąc na film opowiadający o Margaret Thatcher człowiek z założenia spodziewa się dramatu polityczno-historycznego bazującego na pełnej biografii brytyjskiej premier. Tymczasem dostajemy jednak zupełnie inny film...

"Żelazna Dama" to historia nie twardego polityka a bardziej prywatna historia kobiety, która wspięła się na wyżyny polityki, pokazując, że płeć nie stanowi o słabości ale jednocześnie poniosła z tego tytułu ogromne koszta, zwłaszcza w życiu rodzinnym i prywatnym...

Margaret Thatcher poznajemy jako staruszkę, która próbuje rozliczać się z przeszłością i własnymi wspomnieniami i jednocześnie pokonać prześladujące ją omamy... Z tej właśnie perspektywy poznajemy jej historię - o tym jak z ambitnej córki sklepikarza przeistacza się w długoletniego premiera Wielkiej Brytanii.

Ale raz jeszcze trzeba zauważyć, że więcej tu starczej demencji niż wielkiej polityki. Bo reżyserka bardziej skupia się na problemach starszej pani niż na polityczno historycznym tle. Owszem, wędrujemy z główną bohaterką przez najważniejsze wydarzenia brytyjskiej polityki i dyplomacji, ale bez wyjaśnienia kto, po co i dlaczego.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Róża

"Róża" Wojtka Smarzowskiego wgryzła mi się pod czaszkę i tkwi już kilka dni po zakończeniu seansu. Bo to film wybitny ale i ciężki, zmuszający do myślenia ale przy tym bardzo brutalny...

Rzecz dzieje się tuż po zakończeniu II Wojny Światowej. Na ziemiach przyznanych Polsce, nieustannie rabowanych i gnojonych przez Armię Czerwoną, pojawiają się komuniści, niosący "jedyną słuszną" władzę. Wraz z nimi docierają tam też repatrianci z kresów wschodnich i pospolici szabrownicy. Ale to nie jest ziemia niczyja - prócz Niemców są tam jeszcze Mazurzy (nie uznawani zarówno przez Rzeszę jak i Polaków), traktowani jak element politycznie niepewny i zmuszani do opuszczenia kraju.

W tej przestrzeni pojawia się Tadeusz, żołnierz AK, który ma przekazać (tytułowej) Róży wieść o śmierci jej męża. Gdzie go poznał i dlaczego miał to zrobić - nie dowiadujemy się wcale. Niemniej jednak bohater zostaje na Mazurach i pomaga kobiecie bronić się przed gwałcicielami, złodziejami, czerwonoarmistami i inną pijaną swołoczą.

piątek, 10 lutego 2012

Zupełnie inny weekend

"Zupełnie inny weekend" to kolejny przykład nienormalności - znów okazało się, że zaokienne "minus pińcet stopni" nie jest przeszkodą w pójściu do kina ;-)

Historia jest prosta - dwóch gejów, spotkanie w knajpie, seks i postępujące zauroczenie. Wszystko w czasie jednego weekendu, połączone z dużą domieszką narkotyków, alkoholu i... zwierzeń. Do tego bardzo szybko dochodzi zapowiedź braku happy endu - jeden z bohaterów za kilka dni wyrusza na kilka lat do USA.

Zostajemy wpuszczeni z kamerą do świata głównych bohaterów - przebywając z nimi przez te dwa dni w prawie każdej możliwej sytuacji, niezależnie czy chodzi o spacer po lunaparku czy sceny intymne. I na tym polega urok tego filmu - nie ma tu ckliwej romantyczności, nie ma tu nadmiaru gejowskiej czy heterycznej ideologii - jest po prostu opowieść...

Podążamy więc za bohaterami, spędzamy z nimi czas i jakoś tak powoli dajemy się wciągać do ich świata, momentami zatracając całą otoczkę LGBT....

wtorek, 7 lutego 2012

Moja łódź podwodna

Po dłuższej przerwie przyszedł czas na "przeproszenie się" z kinem Muranów. Jakoś tam ostatnio bywało nazbyt hipstersko i pretensjonalnie a widownia zachowywała się jak bydło. Smutne to ale prawdziwe...

Trzaskający na dworze mróz sugerował, że niewielu znajdzie się amatorów dziesiątej muzy. O naiwności! Okazało się, że wariatów takich jak my, którzy przy -20 stopniach idą na seans jest całe mrowie :-) Bardzo optymistyczna niespodzianka - sala kinowa wypełniona była po brzegi a to oznacza, że nie jesteśmy sami w tym szaleństwie... Od razu trzeba tez zaznaczyć, że cały ten tłum zachowywał się tak jak powinien - nie przeszkadzając w odbiorze seansu :-)

"Moja łódź podwodna" to opowieść o dorastaniu w walijskim miasteczku. Bez fabularnych fajerwerków: jest sobie młodzieniec, taki nieco outsiderowaty, który chce stracić dziewictwo i uratować małżeństwo swoich rodziców, a wszystko to w sennej scenerii prowincji przełomu lat '80/'90 z nieustannie szumiącym morzem w tle :-)
Niby to wszystko już było, ale...