
"Czarny Czwartek" próbował ową lukę załatać - nie przy pomocy wielkich nazwisk, wielkiej historii i ciężkiej martyrologii ale opowiadając o wydarzeniach w Gdyni z perspektywy zarówno robotników jak i władzy. Jedni chcieli godnie żyć i mieć za co jeść a drudzy utrzymać się u steru...
Film, trzeba mu przyznać, od początku do końca trzyma w napięciu. Niby się wie, co wydarzy się za chwilę i jak kończy się cała historia a jednak ciężko oderwać wzrok od ekranu. Ogromne brawa należą się twórcom za sceny miejskie - klimat wściekłości robotników stoczniowych a później walk ulicznych zrobione są po mistrzowsku. To samo tyczy się wykorzystania oryginalnych nagrań z owych wydarzeń - wplecione w fabułę dodają autentyczności całemu filmowi...
Jedyne, do czego można się przyczepić to rola żony zabitego Brunona Drywy (który w piosence został unieśmiertelniony jako Janek Wiśniewski). Scenarzysta nie bardzo wiedział co zrobić z jej postacią a Marta Honzatko również nie błysnęła talentem ni geniuszem...
Warto obejrzeć "Czarny Czwartek". Dla jednych będzie to okazja do wspomnień, dla innych poznania kawałka historii własnego kraju...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz