poniedziałek, 14 maja 2012

Estonia cz. 1 - Tallin (I) - wstęp

Majówka w Estonii? Czemu nie!
Podbić Tallinn (pisany też jako Tallin) LOTem? Czemu nie!

Podróż: Mniej niż 1,5 godziny w samolocie i już się jest w Tallinnie :-) Przy dobrej okazji cenowej jest to opcja tańsza niż 2 klasa w pociągu InterCity na trasie Warszawa-Wrocław. A odległość jest nieporównywalna - w sumie ponad 1000 kilometrów.


Zakwaterowanie: hostel "Red Emperor". Mogę oficjalnie stwierdzić, że to najlepsze miejsce w jakim do tej pory przyszło mi budżetowo spać - nie przez warunki (chociaż te są niczego sobie) a przez klimat i osobę Craiga, który owym miejscem zarządza. This dude is awesome! :-)

Operacja "rzuć plecak w kąt i idź się zgubić" rozpoczęta: 29.04 - pierwszy dzień zwiedzania Tallinna.
Na razie na zachętę dwa spojrzenia na stare miasto. Wprost ze wzgórza Toompea.

Pięknie tam. I energia niesamowita. 
Piwo też dobrze warzą.
Również pogoda trafiła się wzorcowa: piękne słońce i +/- 20 stopni :-)

Ceny w euro przemilczę ;-)

Enjoy!


CDN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz