sobota, 29 października 2011

Słowacja cz. 3 - Devin

Zamek Devin praktycznie leży jeszcze w obrębie słowackiej stolicy, ale na tyle daleko od centrum, że nic nie zapowiadało, że uda nam się go zobaczyć... Zastanawiałem się jak to ugryźć, ale problem rozwiązał się sam :-) Na szczęście udało się spotkać z dawno niewidzianą koleżanką, która okazało się, że mieszka w Bratysławie i już właściwie jako "tubylec" zawiozła nas na miejsce. 
Agnieszko: raz jeszcze wielkie dzięki :-)

środa, 26 października 2011

Słowacja cz. 2 - Bratysława

Stolica Słowacji w swym właściwym, zabytkowym obszarze witała nas dwukrotnie zaskakując upałem i wysokością cen w euro. Opłaty za hotele i hostele powodowały gwałtowne odchudzenie portfela a jedzenie w knajpach, chociaż pyszne, po spojrzeniu na końcowy rachunek mogło powodować lekkie zgorzknienie... Tym bardziej, że ceny są iście wiedeńskie a standard bywa nadal wschodnioeuropejski ;-)

czwartek, 20 października 2011

Słowacja cz. 1 - Bratysława: zamek

Dwa miesiące temu mieliśmy urlop. Dwa miesiące temu temperatura dochodziła do plus 40 stopni wieczorem. Było fantastycznie... :-)

Ale po kolei. Primo: pojechaliśmy na Słowację bo w sumie tam nas jeszcze nie było - a udało się kupić tanie bilety. Secundo: wyruszyliśmy bez planu i bez głębokiego przemyślenia gdzie dokładnie chcemy dotrzeć. Tertio: najpierw trzeba było obalić mit o tym, że Bratysława to betonowe zadupie bez krztyny walorów turystycznych (ot, takie ponure przedmieście Wiednia).

czwartek, 6 października 2011

Lot nad kukułczym gniazdem

Eksploatując portal www.TaniTeatr.pl kilka dni później znów trafiliśmy na przedstawienie. Tym razem wybór padł na "Lot nad kukułczym gniazdem" w Teatrze Powszechnym
Zapowiadało się podwójnie ciekawie - bo oprócz zwykłego obcowania ze sztuką dochodziła jeszcze funkcja porównawcza. Książkę Kena Keseya czytałem kilka lat temu, film Milosa Formana widziałem kilkukrotnie, więc pozostało nic innego jak poznać trzecią wersję tej samej opowieści, tym razem w adaptacji scenicznej... :-)


Tym razem fabuła bardziej skupia się na jednostce jako człowieku niż alegorii całego społeczeństwa a scenografia bardziej przypomina korporację niż psychiatryk ale taki znak czasu bardzo dobrze zrobił tekstowi. Nadal padają te same pytania o wolność - i tak samo jak w oryginale pozostają bez odpowiedzi....

niedziela, 2 października 2011

Fejs Bóg

Odkrycie portalu www.TaniTeatr.pl  zaowocowało "przeproszeniem się" z teatrem. Bo wstyd się przyznać, ale w owym przybytku nie byłem ze cztery lata. Jakoś w ostatnim czasie bliżej i taniej było udać się do kina :-)

Trafiliśmy do Sceny Współczesnej na spektakl "Fejs Bóg". I już sam tytuł powinien wystarczyć na opis fabuły. Bo ani facebooka ani szumu na temat potencjalnych zagrożeń z niego płynących, nikomu chyba tłumaczyć nie trzeba...

Samo przedstawienie jest całkiem dobre. Nie jest to może szczytowe osiągnięcie polskiej dramaturgii i sztuki scenicznej ale ogląda się bardzo dobrze. Nie rażą również bardzo "moderne" dodatki w postaci rozmaitych multimediów i niby wciągania publiczności w przedstawienie... 
Ogromne brawa należą się dwójce aktorów, którzy występują w "Fejs Bogu". Magdalena Engelmajer sprawia wrażenie utalentowanej i jest dość przekonująca w roli zagubionej trzydziesto(kilku?)latki a Daniel Wieleba w odsłonie scenicznej nie wygląda i nie zachowuje się jak debil prowadzący losowania Lotto... I bardzo dobrze - bo mizdrzącego się pajaca nie zdzierżyłbym na dłuższą metę...