środa, 15 maja 2013

Wszyscy w naszej rodzinie

Z kinematografią rumuńską nie miałem wcześniej do czynienia, nie słyszałem też o jakichś jej fenomenalnych dokonaniach. Niemniej jednak - kiedy w ramach tanich poniedziałków w kinie Luna okazało się, że grają film "Wszyscy w naszej rodzinie", nie było się nad czym zastanawiać :-)

I zdecydowanie była to dobra decyzja... Chociaż nie był to łatwy film...

Cała fabuła dzieje się w ciągu jednego dnia i opowiada o relacjach międzyludzkich z perspektywy smutnej historii - ojca, który chce zabrać córkę na wakacje a wszystko zaczyna wymykać mu się z rąk... Bo dziecko trochę chore, bo była żona wredna, bo on sam niepozbierany, bo nic się nie układa tak, jak było zaplanowane, bo nikt nikogo nie słucha bo... w końcu musi nastąpić wybuch...
A wszystko w zamknięciu, w ciasnym mieszkaniu, w przepełnionej emocjami scenografii.

I od drobnej sprzeczki, wraz z postępującą eskalacją negatywnych emocji ma się wrażenie, że ów film ściska za żołądek i nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. Bo nie ma tu postaci dobrych i złych - wszyscy mają zdrowo nie po kolei w głowach, rozdrapują rany, podmiot konfliktu, czyli córka, staje się po prostu przedmiotem, o który należy walczyć a ostatecznie wszyscy wywołują lawinę, której nie można zatrzymać i przy której nie da się pozostać przy zdrowych zmysłach...

Wszystko to jednak (mimo skromnego budżetu) udało się reżyserowi ująć w sposób, który chwyta za serce i jednocześnie fascynuje. Film jest po prostu świetny. I okrutny w swym obnażeniu słabości ludzkich.

Jednocześnie zastanawia mnie, jak skurwiałe poczucie humoru musiał mieć człowiek, który opisał ten film jako "komedię". Bo komedia to to nie jest, w żadnym momencie...

Pointując: warto - zdecydowanie - zobaczyć ten film chociaż raz :-)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz