wtorek, 22 listopada 2011

1920 Bitwa Warszawska

Biorąc pod uwagę, że wojna w roku 1920 była tak ważna dla Polski i całej Europy, poszliśmy do kina licząc na dobry i ważny film. Jednocześnie łączący elementy o zabarwieniu historyczno-batalistycznym z przyzwoitą fabułą i romansidłem. To pierwsze sugerowało nazwisko Hoffmana, drugie Szyca a trzecie Urbańska na plakacie.

"1920 Bitwa Warszawska" miało też być pierwszym polskim 3D. Owszem, to jedno się sprawdza - ciągłe powtarzanie słowa zaczynającego się na "d" - dno, dno, dno!!!


Zamiast dobrze skrojonej opowieści, pełnej ciekawych zdarzeń, fantastycznych efektów wizualnych i łzo-wyciskaczy dostaliśmy coś, co przypomina opowieść jakiejś ostatniej żyjącej uczestniczki tamtych zdarzeń. Ot, mniej więcej jakby prababcia na imprezie, cierpiąca dodatkowo na ostrą demencję, próbowała opowiedzieć co pamięta z wojny polsko-bolszewickiej. I jak to babcia - trochę pogadała, trochę pośpiewała, pomyliły jej się fakty, zapomniała w połowie opowieści o czym mówiła przed chwilą a co do pradziadka nie miałaby pewności po której on stronie wojował. Koszmar...
Bo tak to wygląda u Hoffmana - główni bohaterowie przemieszczają się gdzieś między Kijowem a Warszawą, nie bardzo wiadomo co, po co i  z czego wynika.
A gdy już to wszystko do reszty rozpływa się we mgle absurdu, nagle pojawia się powywająca Urbańska która, udając aktorkę z międzywojennego kabaretu, wprawia widza w narastające zażenowanie.
Ale to jeszcze nie koniec - potem nagle przemienia się w sanitariuszkę - CeKaeMuszkę i gania po polu bitwy, rażąc czerwonych z karabinu większego od niej, utrzymując celność na poziomie amerykańskiego snajpera ;-) 

I, jakkolwiek na sprawę nie spojrzeć, kilka dobrych scen z Ferencym, Lindą i Olbrychskim naprawdę nie ratuje tego filmu. Gloryfikacja polskiego społeczeństwa (jako lek na współczesność) też razi nachalnością i tendencyjnością... A sceny batalistyczne, chociaż z początku wyglądające nieźle, po pewnym czasie nabierają takiego tempa, że nie da rady nadążyć z tym kto, dlaczego i do kogo strzela... I po cholerę to 3D, skoro kamera lata z ręki i nie pozwala oczom dostosować się do niego???

Nie, nie i jeszcze raz nie - to są wyrzucone w błoto pieniądze!!! Tak z perspektywy kupionych biletów jak i całego budżetu, skoro film dofinansowywany był przez PISF... :-/

(a i tak w TV pójdzie to jako serial, skoro na "liście płac" wymieniono więcej postaci, niż przewinęło się przez całą wersję kinową)

Zdecydowanie: NIE POLECAM

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz