czwartek, 13 czerwca 2013

Charleroi

Charleroi to nazwa, która większości osób kojarzy się tylko z lotniskiem, z którego operują tanie linie. Można stamtąd pojechać do Brukseli albo przesiąść się w kolejny samolot i polecieć gdzieś dalej. My postanowiliśmy jednak zobaczyć co ma do zaoferowania samo miasto. Właściwie ciężko o nim znaleźć jakieś rozbudowane informacje - zarówno w internecie jak i w przewodnikach...
No ale skoro to Belgia to muszą mieć przynajmniej dobre frytki i jeszcze lepsze piwo, nieprawdaż...? ;-) I z taką myślą przewodnią ruszyliśmy w marcowy poranek na jednodniową wycieczkę do Charleroi.
5 euro za przejechanie kilku kilometrów autobusem jeszcze nie bolało... Biuro IT w budynku dworca, dysponujące mapkami tylko po francusku też nas nie pokonało...
Potem było tylko absurdalniej...

Dworzec Charleroi Sud
Zwiedzanie Charleroi po pierwszych kilkudziesięciu metrach spaceru zmieniło się w walkę z bezbrzeżną depresją tego miasta... Otóż okazało się, że 60 km od Brukseli, serca Unii Europejskiej, miejsca kolorowego, mulitkulturowego i zabytkowego leży coś, co przyrównać można trochę do Bytomia a trochę do Europy po upadku cywilizacji zachodu...
Wszędzie szaro, budynki opuszczone i zaniedbane, prawie nigdzie nie widać białych ludzi, wszędzie tylko muzułmanie i ich kobiety przebrane za wojowników ninja. Oczywiście wszyscy sprawiają wrażenie bezrobotnych ale za to towarzyszy im wianuszek dzieci. I patrzą na "obcych" z nieskrywaną niechęcią (nie polecam oddalania się od głównych ulic!), czując się już w 100% "u siebie". Blisko też do marzeń o Republice Islamskiej - jeszcze nie został tam aprobowany szariat, ale nawet pizzerie mają szyldy zawierające informację, że mięso jest "Halal".

I tak wygląda całe miasto... Poprzemysłowe, z witrynami sklepowymi zabitymi dechami (dosłownie), zajęte przez imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, bez przeszłości i bez przyszłości...



Piękny pasaż handlowy. 
Zamknięty, zaśmiecony, zasikany...

Deptak handlowy. Otwarta może z połowa sklepów...




Absurd zabudowy, absurd sklepowy...

Kościół św. Krzysztofa 
Duży, całkiem ładny, totalnie bez wiernych, tylko cieć pilnował czy mu innowiercy na drzwi nie sikają...


Ratusz
Beffroi (Dzwonnica miejska)

Muzeum Sztuk Pięknych


"Urocze" uliczki Charleroi



Typowy widok...

Lucky Luck - miał chyba walczyć z klimatem miasta - ale coś nie wyszło i jest równie ohydny jak większość zabudowy... ;-)




Ale jednak udało się! Misja spełniona: piwo było...

...i belgijskie frytki też... :-)

Miasto nie jest ładne. Nie jest też zachęcające do kolejnych odwiedzin. Ale w pewnym sensie otwiera oczy - na to co naprawdę dzieje się w Europie, na to jak wyglądają miasta porzucone przez swych mieszkańców i przejęte przez emigrantów, na to czego na razie Polsce oszczędzono...
I niech ktoś mi powie, że podróże nie kształcą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz